Dla większości Polaków wychowanych w kraju święta Bożego Narodzenia, a przede wszystkim Wigilia, są najważniejszym wydarzeniem w całym roku. Jeśli spędza się je - zwłaszcza po raz pierwszy - z dala od rodziny, odzywa się tęsknota i nostalgia. Najczęściej organizowane są wówczas wspólne wieczory ze znajomymi i z zachowaniem polskiej tradycji.
Tradycja ta jest o tyle trwała, że zakorzeniona od dzieciństwa, kiedy to wszystko miało inny wymiar. I pięknie!
Ale może warto wiedzieć, jak Holendrzy widzą Kerstmis?
Wierzący - podobnie, jak w Polsce - idą do kościoła i dla nich Kerstavond, czyli Wigilia, jest jakby zapoczątkowaniem trzydniowej celebracji, tyle, że bez jakichś tradycyjnych potraw.
25 grudnia rodzina najczęściej spotyka się przy suto, acz inaczej niż nad Wisłą zastawionym stole. Prezenty, zwłaszcza dla dzieciaków, są najistotniejszą częścią dnia. Przyjęte jest również ucztowanie w restauracjach, które na ten dzień przygotowują specjalne menu.
Natomiast drugi dzień spędza się najczęściej poza domem, w parkach rozrywki, jak np. Efteling czy Walibi, bądź w większym gronie przyjaciół, rodzinnym albo także w restauracjach.
Nieodłącznym elementem są wysyłane, lub wrzucane bezpośrednio do skrzynek na listy w domu, kartki z życzeniami, kolekcjonowane z dumą na kominku lub na drzwiach.
Potrawy - choćby kerststol (wieniec z rodzynkami i migdałowym nadzieniem), oliebollen (pączki), marcepany, pianka bezowa i cynamonowe ciasteczka.
Piecze się indyka, rolady, urządza fondue serowe, mięsne, rybne albo czekoladowe, bądź też urządza gourmet z wieloma rodzajami mięsa, ryb, warzyw i sosów.
Popija się to wszystko winem, grogiem i czym kto lubi, często na koniec irish coffie, lub podczas mrozów gorącym chocomel z rumem i bitą śmietaną.
Jednym słowem - świąteczne tradycje są tu nieco inne, ale czy gorsze? Albo lepsze? Zarówno w Polsce, Holandii, jak i połowie świata przyjęło się, że jest to czas radości.
Której Wam życzę na codzień.
A! Jeszcze przypominam, że choinki, te prawdziwe, wraz z Nowym Rokiem, wywala się na ulicę. Kiedyś robiono z nich wielkie ogniska (działały gangi osiedlowe, które je sobie podkradały! ), ale od wielu lat za względów "BHP" ogniska są zabronione. No, chyba, że w mniejszych miejscowościach, gdzie lokalne władze przymykają oko.
Dodam jeszcze, że tradycyjne świętowanie, jak i dialekty w kraju tulipanów, mogą być różne w różnych cześciach kraju.
Tym niemniej jest to czas przede wszystkim dla rodziny i przyjaciół.
Jeśli ktoś poznał ciekawe zwyczaje, proszę, niech się podzieli.
Pamiętam jeden taki 25 grudnia w międzynarodowym składzie, gdzie mój ówczesny mąż był jedynym tubylcem (!). Kolega z Japonii odśpiewał nam swoją pieśń...
No. Jednym słowem po chwili konsternacji było wesoło.
Myślę, ze podtrzymywanie tradycji to bardzo ważna sprawa, bo jest ściśle związana z tożsamością, choćby narodową. Ale nie można zamykać się na inne zwyczaje, prawda?