Polak zmarł po zatruciu tlenkiem węgla w Hadze. Rodzina zbiera pieniądze na pogrzeb Polacy w Holandii
Judyta Szynkarczyn 14 marca 2019
18:55

Polak zmarł po zatruciu tlenkiem węgla w Hadze. Rodzina zbiera pieniądze na pogrzeb

Skomentuj
Rodzina Radosława Jastrzębskiego zbiera na pogrzeb zmarłego krewnego. Fotolia/Royalty free
W zeszły czwartek zwłoki 38-letniego Radosława Jastrzębskiego odnaleziono w pokoju, który wynajmował w Hadze. Mężczyzna nie był ubezpieczony, dlatego rodzina pokłada nadzieję na sfinansowanie ceremonii pogrzebowej w datkach z internetowej zbiórki pieniędzy.
Reklama

Pogrzeb w Polsce

Według prawnika krewnych Radosława, Jeffreya Jordana, przyczyną śmierci było zatrucie tlenkiem węgla. Holenderska policja nie może jednak potwierdzić, że Polak zmarł przez zatrucie, ponieważ wciąż prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie.
Matka, córka i siostrzenica Polaka chcą, aby ich krewny został pochowany w Polsce. Radosław jednak nie był ubezpieczony, ponieważ nie mógł się oficjalnie zarejestrować w urzędzie.
W sieci powstała zbiórka na pokrycie kosztów pogrzebu zmarłego. Organizatorem akcji jest Izabela Muchowska, siostrzenica, a rodzinie pomógł także prawnik Jordan. „To smutna sprawa, dlatego zaoferowałem swoje usługi bezpłatnie” – powiedział w rozmowie z portalem Hart van Nederland.
Kwota, której potrzebują do organizacji ceremonii, wynosi 5000 euro. Obecnie darowizny opiewają na niecałe 3000 euro. Najwięcej, bo 120 euro, przekazał Tomasz Jasiński. „Żegnaj, drogi przyjacielu. Dużo wytrwałości w tych trudnych chwilach życzę dla całej rodziny” – napisał na stronie zbiórki.

Kto jest winien?

Do tragicznego odkrycia doszło 7 marca w Hadze. Służby otrzymały informację, że w domu przy Weimarstraat w Hadze, niedaleko Regentesseplein, znajduje się ciało mężczyzny. Wkrótce po przybyciu na miejsce i oględzinach, policjanci zaczęli źle się czuć. W domu uruchomił się również detektor tlenku węgla. Czterech mundurowych oraz osiem innych osób zostało zabranych do szpitala.
Radosław Jastrzębski 3 lata mieszkał w aneksie zakładu fryzjerskiego, gdzie w czwartek znaleziono jego ciało. W Holandii pracował jako złota rączka. Jak podaje rodzina, od jakiegoś czasu Polak narzekał na problemy zdrowotne – bóle głowy i omdlenia – i obawiał się, że ma guza w głowie. „Niestety nie myśleliśmy o zatruciu tlenkiem węgla”, twierdzi siostrzenica.
Pokój wynajmował mu fryzjer Reis Kosedag, który ostatnio widział Polaka 2 tygodnie przed tragedią.
Adwokat rodziny chce pociągnąć właściciela budynku do odpowiedzialności karnej. „Nie wiadomo, czy strona nieruchomości, czy najemca budynku, czyli fryzjer, jest odpowiedzialny za kocioł centralnego ogrzewania”.
Policja ma nadzieję, że śledztwo zostanie zakończone w przyszłym tygodniu.
Gość
Wyślij
Dodaj zdjęcie
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas