Niby Holender, a jednak Polak. Vloger z Trójmiasta podbija serca internautów dwujęzycznymi filmami [ROZMOWA] Wywiad
Judyta Szynkarczyn 06 października 2018
08:55

Niby Holender, a jednak Polak. Vloger z Trójmiasta podbija serca internautów dwujęzycznymi filmami [ROZMOWA]

1
Skomentuj
Leon na tle ukochanego Gdańska. archiwum prywatne
„Czasami w komentarzach ludzie życzą mi udanego urlopu albo piszą: «miło, że odwiedziłeś nasze strony». Wtedy odpowiadam: ale ja tu mieszkam 9 lat!”.
Mimo że wychował się w kraju tulipanów, swoje serce oddał Polsce – i to właśnie tutaj zdecydował się zamieszkać. Leon van Nipsen, twórca facebookowego fanpage’a „Holender w Trójmieście – Hollander in Tri-city” w filmach pragnie pokazać piękno Trójmiasta, a przede wszystkim – jak sam mówi – „swojego” Gdańska. Ma również nadzieję, że zachęci Holendrów do poznania Polski z innej, lepszej strony.

Z Leonem spotkałam się w jedej z kawiarni na ulicy Mariackiej w Gdańsku. Mój rozmówca okazał się taki jak na filmach – bardzo pozytywny i przyjazny.
Leon na ulicy Długiej w Gdańsku
Leon na ulicy Długiej w Gdańsku archiwum prywatne
Judyta Szynkarczyn, MojaNiderlandia.pl: Jak to się stało, że jest „Holender w Polsce”?

Leon van Nispen, „Holender w Trójmieście – Hollander in Tri-city”: Łatwiej niż się wydaje (śmiech). Już od dziecka chciałem mieszkać w Polsce, czułem się w niej dobrze i coś mi mówiło, że muszę przynajmniej spróbować. Jak prawie 9 lat temu dostałem tutaj umowę o pracę, to tak naprawdę spakowałem się i przyjechałem. Nie jestem stuprocentowym Holendrem i nigdy się za niego nie uważałem. W Holandii czułem się bardziej Polakiem, a w Polsce bardziej... może nie Holendrem, ale jest różnica.
Trójmiasto nie jest przypadkowym wyborem?

To jest takie moje drugie rodzinne miasto. Urodziłem się w Holandii, ale moje serce zawsze było tutaj, ponieważ babcia tu mieszkała. Jak miałem 8 czy 10 dni, to już odwiedziłem Polskę. Przyjeżdżałem na święta, każde lato – tak naprawdę zakochałem się już w młodym wieku w tym kraju. Babcia była Polką, mama jest Polką, ale tata Holender.
Rodzice poznali się w Polsce?

Tak, w Polsce. Bardzo lubię tę historię. Tata przyjechał tu w interesach, zatrzymał się we Wrzeszczu. To były jeszcze te czasy, że dostarczano mleko pod drzwi. Moja mama sięgnęła po butelkę w momencie, gdy mój ojciec schodził ze schodów na klatce. No i się zobaczyli. Wtedy akurat auto mojego taty się zepsuło i babcia jako jedyna miała telefon w budynku. Wiedział o tym, więc przyszedł do mojej mamy z pytaniem, czy może zadzwonić po pomoc. I zaczęła się rozmowa. Pół roku później wzięli ślub, a rok później pojawiłem się ja.
Czyli w sercu zawsze były i Polska, i Holandia?

Zgadza się. I zawsze też czułem tę różnicę. Mama nas wychowała po polsku, ojciec po holendersku, więc jestem dwujęzyczny. Rodzicielka w domu rządziła, bo tata pracował, więc jedzenie było polskie, mówiło się po polsku, zwyczaje też były polskie, zresztą, w Holandii nie ma np. rytuałów wigilijnych. Więc jak Holendrzy do nas przyszli, i zobaczyli, co się u nas działo na Boże Narodzenie, to zastanawiali się, co to wszystko jest (śmiech).

Gdy znajomi mnie pytają, dlaczego chcę mieszkać w Polsce, to zawsze odpowiadam: bo tutaj się dzieje. ~Leon van Nispen, „Holender w Trójmieście – Hollander in Tri-city”

Jeden ze swoich vlogów podpisałeś słowami „mój Gdańsk”. Tutaj jest twoje miejsce?

Dla mnie tak. W Bredzie się urodziłem, chętnie do niej wracam, ale czuję większą więź z Gdańskiem, najbardziej z Wrzeszczem, gdzie mieszkała babcia. Gdy wchodzę na tę ulicę, to czuję, że tam jest serce mojego miasta. Mieszkam teraz w Gdyni, ale jako że lubię historię, to wolę starsze miejsca – takie jak właśnie Gdańsk.  

Gdy znajomi mnie pytają, dlaczego chcę mieszkać w Polsce, to zawsze odpowiadam: bo tutaj się dzieje. Prawie dekadę nie mieszkam w Holandii, ale jak przyjeżdżam do mamy do Bredy, a nawet do Amsterdamu, to tam ciągle jest to samo: te same miejsca, budynki. Nie ma takich zmian jak tutaj. Jeśli miesiąc nie będziesz w Trójmieście, to po powrocie od razu widzisz nowości: coś jest skończone, coś zaczynają. Byłem świadkiem, jak Gdańsk się zmieniał przez ostatnie 40 lat i naprawdę wiem, co kiedyś stało, a co nie.
Skąd pomysł na vloga z Polski?

W pracy też prowadzę coś podobnego. I ktoś kiedyś zadał mi pytanie, dlaczego nie tworzę vloga osobistego. Pomyślałem wtedy: co ja mam do pokazania? Nie prowadzę aż tak ciekawego życia.

Blog narodził się 5 minut przed pierwszym filmikiem. Leżałem na plaży i zastanawiałem się, o czym mogę tego vloga robić. I tak mi wpadł do głowy „Holender w Trójmieście”. Pomyślałem, że to może być ciekawe, bo jednak – tak jak mówiłem – w Holandii czułem się bardziej Polakiem, a tutaj w Polsce nie czuję się bardziej Holendrem. Polskie pochodzenie zawsze wygrywało. Tutaj jednak czuć tę różnicę – inaczej odczuwam i reaguję na niektóre sytuacje. A Trójmiasto piękne. Więc dlaczego miałbym nie pokazać, jak cudowna jest Polska? Nie zawsze ten kraj jest pokazywany za granicą z dobrej strony. A przecież to cudowne miejsce. Wiele rzeczy jest nawet lepszych niż w Holandii. Tu już nie ma takiej różnicy, jak 10 lat temu w kwestii chociażby niższych zarobków.
Rozmowę odbyliśmy w samym sercu Gdańska – na ulicy Mariackiej
Rozmowę odbyliśmy w samym sercu Gdańska – na ulicy Mariackiej
fot. Judyta Szynkarczyn
W gablotach znaleźć można biżuterię z dodatkami bursztynu
W gablotach znaleźć można biżuterię z dodatkami bursztynu
fot. Judyta Szynkarczyn
Rozmowę przed kawiarnią przerwała nam m.in. trupa teatralna, zachęcająca do obejrzenia sztuki
Rozmowę przed kawiarnią przerwała nam m.in. trupa teatralna, zachęcająca do obejrzenia sztuki
fot. Judyta Szynkarczyn
Czyli standard jest podobny?

Bardzo podobny. W Holandii jest trochę łatwiej, bo więcej zarabiają i – dla porównania – życie jest trochę tańsze. Ale jak ma się tu fajną pracę, to można żyć bardzo podobnie.

To ciekawe, biorąc pod uwagę opinie wielu Polaków, którzy wypowiadają się, że dopiero w Holandii zaczęli naprawdę żyć.

Ale tam mają inną pracę i bardziej się o nią starają. Kasjerka w Holandii też nie ma świetnej pensji i nie kupi sobie co roku nowego auta i nie stać ją na drogie ubrania. Musimy być realistyczni – nie będzie miała funduszy na wiele rzeczy w Polsce, ale w Holandii też nie.
Czyli jesteśmy trochę podobni?

Wiadomo, że jesteśmy tutaj ciut do tyłu. Ale jak się człowiek stara, to jest możliwe, żeby żyć na poziomie. W Polsce widać rozwój – zobacz, ile nowych budynków, aut na ulicy, ludzie ubierają się lepiej, a więc stać ich na takie rzeczy.
Jednak wiele osób wyjeżdża do Holandii i widzi tam ziemię obiecaną – uważają, że tam otrzymają więcej niż w Polsce.

Może 10 lat temu jeszcze tak było. Kiedyś, jeszcze w Holandii, jeden Polak zapytał mnie, dlaczego jeżdżę lepszym autem od niego. Tłumaczyłem mu, że jest to związane z moim wykształceniem, zawodem, który wykonywałem. Odparł, że on też musi mieć taki pojazd. Powiedziałem mu, że może mieć podobny samochód, jak nauczy się języka i się postara, a on skwitował mnie słowami: „ty się tu urodziłeś, więc tobie jest łatwiej”. Przecież ja też musiałem się uczyć i zaczynałem na niższych pracach.
Jakie dostrzegasz różnice w mieszkaniu w obu państwach?

Jest jedna różnica, którą faktycznie widzę: w Holandii jest może łatwiej, owszem, i może to jest część, której nigdy nie lubiłem w tym kraju. Tam faktycznie część ludzi się rodzi, idzie do szkoły, poznaje partnera, bierze ślub, ma dzieci, pracę, przechodzi na emeryturę i umiera. W Polsce zawsze mi się bardzo podobało, że w tym kraju trzeba starać. Czuję się tutaj lepiej niż w Holandii, bo są większe szanse, żeby zmienić swoje życie tak jak się chce.

Brakuje mi tylko trochę tego poczucia, że wszystko jest bardziej poukładane – daje to większy komfort, więcej spokoju i mniej stresu w życiu.
Dwujęzyczność vloga to strzał w dziesiątkę. Skąd pomysł na mówienie i po polsku, i po niderlandzku?

Blog nazywa się „Holender w Trójmieście”, więc mam nadzieję, że Holendrzy się dołączą. Na razie jest ich mało, ale mam nadzieję, że też będą chcieli mnie posłuchać. Dla mnie ta dwujęzyczność jest naturalna – to jestem ja. Staram się tylko mówić w miarę to samo (śmiech). Ale przełączanie się z polskiego na niderlandzki nie stanowi dla mnie żadnego problemu.

Trójmiasto jest cudowne, można wiele miejsc pokazać, a ponadto mam nadzieję, że zachęcam Holendrów, żeby tutaj przyjechali, a także pokazuję Polakom miejsca, których nie znają. Już nieraz słyszałem, że widziałem zakątki w Gdańsku nieznane rodowitym gdańszczanom. Za rogiem jest taki mały dziedziniec, którego – jestem pewien – 99 procent mieszkańców nie kojarzy.
Trzeba przyznać, że twój polski jest świetny i posiadasz niesamowitą płynność mówienia.

Dziękuję! Muszę podziękować mamie (śmiech). Mam oczywiście swój holenderski akcent i to się nigdy nie zmieni – już się nie da. To polskie „r” (śmiech). Ludzie zawsze mi mówią, że mój akcent jest uroczy, ale nie lubię oglądać swoich filmików, bo wtedy słyszę te niedociągłości. Na szczęście mam większy zasób słownictwa niż wcześniej.

Moja siostra urodziła się w Polsce, tutaj w Gdańsku, we Wrzeszczu, u niej nie słychać akcentu – ma lepszą wymowę, ale nie zawsze rozumie wszystkie słowa. Ja rozumiem już praktycznie wszystkie wypowiedzi i rzadko się zdarza, że nie znam jakiegoś wyrazu.
Slang też?

Tak! Ja tutaj poznałem moich przyjaciół, jak miałem 15 lat i nadal mam z nimi kontakt. Więc prawie 30 lat… Co roku przyjeżdżałem tutaj latem, czasami na 2-3 miesiące, więc ten slang był dla mnie normalny. Wtedy się wie, że ktoś dobrze mówi w danym języku, jak go zna.

Język polski uchodzi za jeden z najtrudniejszych na świecie. Według ciebie jest on skomplikowany?

Nie wiem (śmiech). Jak mówiłem, od urodzenia jestem dwujęzyczny, co prawda wymowa niektórych rzeczy jest trudniejsza niż po niderlandzku i w tym widzę trudności. Ale czy jest trudny, żeby się nauczyć… na pewno (śmiech). Ma bardzo dużo reguł.

Ludzie pisali: jak Holender może wypowiadać się o polskiej historii? Ja mam zdanie, że może ja więcej dla Polski zrobiłem niż oni.~Leon van Nispen, „Holender w Trójmieście – Hollander in Tri-city”

Dużo jest polskich śladów w Holandii? Widziałam twój film poświęcony cmentarzowi w Bredzie, gdzie pochowany został m.in. generał Maczek.

Tak, a film o Bredzie to moje najpopularniejsze wideo, oglądało je ponad 50 tysięcy osób. I to był pierwszy film, w którym spotkałem się z „hejtem”. Ludzie pisali: „jak Holender może wypowiadać się o polskiej historii?”. Jestem zdania, że może ja więcej dla Polski zrobiłem niż oni. Działałem chociażby w Stowarzyszeniu Kulturalnym „Polonia” w Bredzie. Komentowali też: „jak Holender może mówić, że Polacy nie znają generała Maczka?”. Niektórzy go nie znają. Rozmawiałem kiedyś z jedną panią doktor i przyznała mi się, że mieszkała przy ulicy generała Maczka i nie wiedziała, kim był. Powiedziałem jej, że to on wyzwolił Bredę i kilka innych miast.

Generał Maczek jest naprawdę szanowany w Bredzie, szczególnie przez osoby starsze. Wszyscy wiedzą, kim jest, znają ulicę jego imienia i cmentarz. Zabolało mnie, że niektórzy napisali, że Holendrzy nie szanują Polaków. No może was nie szacują. Kij ma zawsze dwa końce: coś musiałeś zrobić, co im się nie spodobało. Zawsze, jak przeprowadzasz się do innego kraju, to musisz się dostosować. Ja jednak mam holenderskie zwyczaje, które tutaj nie zawsze mile są widziane.
Na przykład?

Sarkazm. Holendrzy są w miarę sarkastyczni. Ja mam taki czarny humor, czasami coś powiem i to jest dla mnie żart, a w Polsce się obrażają (śmiech). Bezpośredniość.
A leniwi?

Czy Holendrzy są leniwi? Wydaje mi się, że nie, bo nie byliby tam, gdzie są teraz. Holandia zajmuje 2. miejsce w dziedzinie produktywności gospodarczej. Tylko Ameryka ma większy eksport zagraniczny. Holandia to bardzo bogaty kraj  – o czym to świadczy.

Do tego Holendrzy lubią mieć wszystko poukładane. Muszę coś zrobić od razu, bo inaczej zapomnę. Szef w Holandii mówił mi: „Leon, ty nic nie robisz”. A zawsze byłem na pierwszym miejscu wśród pracowników. Holendrzy tak pracują, że wszystko musi być ułożone, uporządkowane.

To była pierwsza moja lekcja w Polsce w pracy: że tutaj trzeba wszystko mieć na mailu. Można się umówić słownie, przyjść zgodnie z ustaleniami na spotkanie i siedzieć samemu. A potem się okazuje, że trzeba potwierdzić wszystko mailowo. Tak samo z zadaniami – można się umówić, że coś ma być zrobione za dwa tygodnie, a potem się okazuje, że nie zostało potwierdzone, więc nie zostało również zrobione. Raz się nauczyłem i zapamiętałem (śmiech).
Jakie, z perspektywy osoby, która wychowywała się w Holandii, mamy wady?

Myślę, że Polacy czasami bardzo czegoś chcą, ale są niecierpliwi i nie rozumieją, że na to potrzeba czasu. Uważają, że im się należy, ale nic nie robią, by do tego dojść. Czasami mnie to dziwi i boli. Znamy historię Polski i to, jak długo znajdowaliśmy się pod rządami innych. Historia jaka była, taka jest. Ważne jest to, aby się jej nauczyć. To nie jest możliwe, żeby być na tym samym poziomie, co Niemcy czy Francja. To jak z tym autem, o którym mówiłem: on musi mieć. Bo on ma, to ja też muszę. Trzeba pracować, żeby było jak najlepiej.

Podoba mi się za to waleczny charakter Polaków. Z jednej strony czują się trochę pokrzywdzeni, bo wojna i historia, a z drugiej strony nigdy się nie poddali. Mój dziadek słuchał Radia Wolna Europa i zawsze mówił: nikomu nie mów (śmiech)!

Pamiętam tylko część komuny. Stałem babci w kolejce parę godzin, trochę wiem, jak było. Podobały mi się Pewexy, bo mogłem sobie tanio kupić klocki Lego (śmiech). Ciekawe, że niby nic nie było, a jak przyszliśmy na obiad, to stół uginał się od dobrych rzeczy! I to nie ze sklepu, bo takich produktów tam nie było, nawet w Holandii – np. smaczne szynki. To skąd? Polacy sobie zawsze potrafili dać radę.
Jak sądzisz, czy Polacy są bardziej otwarci niż Holendrzy?

Coraz mniej. Jest różnica pomiędzy gościnnością w Polsce, a w Holandii. Znam to z perspektywy mojej mamy, która przyjechała do obcego kraju i była tam krótko, gdy mój ojciec zabrał ją po raz pierwszy do znajomych. W Holandii każda rodzina miała takie pudełko na ciastka, które gospodarz wyjmował, puszczał na rundkę po wszystkich, każdy brał jedno ciastko, pudełko wracało do gospodarza, a on zamykał je w szafie. Jedno ciastko się dostało, no i koniec (śmiech).
W Holandii lubią też spotkania w kółku.

Na szczęście w Polsce tego nie ma (śmiech). Cieszę się, że mam matkę Polkę, która nas inaczej wychowała. U nas w domu zawsze było na bogato pod tym względem. W Holandii, jeśli przyjdziesz do kogoś w porę obiadu, to mogą cię wyprosić i poprosić, żebyś wrócił za pół godziny albo kazać poczekać w salonie. To jest w Polsce nie do pomyślenia (śmiech).
Ale Polacy raczej nie wiedzą zbyt dużo o Holandii. Kojarzy się ona Polakom głównie z wolnością narkotykową.

Tak, i to nie tylko Polakom. Ale myślę, że jak już tutaj przyjeżdżają, to widzą, że jest inaczej jednak. W ogóle nie ma drugiego takiego miasta jak Amsterdam.

Mówią, że Holandia jest krajem wolności i możliwości, ale ja myślę, że tutaj jest więcej opcji. To jest pewne nawet. Ludzie tutaj są otwarci i uważam, że coraz bardziej szukają czegoś prawdziwego.
Niektóre holenderskie gminy dążą jednak do ograniczenia liczby Polaków mieszkających na tej samej ulicy…

I tutaj widać, że Holendrzy nie wyciągnęli lekcji z historii. Po wojnie do Holandii przybyli Turcy i Marokańczycy – mieli być tylko na czas określony, żeby pomóc rozbudować kraj po wojnie. A ci ludzie już nie opuścili kraju i się w nim osiedlili. Tak samo jest teraz z Polakami – większość zostaje. Ich mentalność na początku jest inna: nie interesują się realiami kraju, bo myślą, że są na chwilę, a potem okazuje się, że im dobrze i nie wyjeżdżają. Chyba stąd się biorą problemy. Jak się nie czuje, że coś jest własne, to się tego nie szanuje.
Spontaniczny vlog Leona nagrany po naszej rozmowie:
Gość
Wyślij
Dodaj zdjęcie
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Sylwia vervaeck
Sylwia vervaeck 09-10-2018 16:18

zo leuk, goed bezig broertje

Odpowiedz
Zgłoś komentarz

Bliżej nas