W Polsce rogale, w Holandii lampiony… z buraka. Święto Sint-Maarten przypomina Halloween Aktualnosci
Anna Soroko 10 listopada 2018
08:55

W Polsce rogale, w Holandii lampiony… z buraka. Święto Sint-Maarten przypomina Halloween

Skomentuj
Dzięń Świętego Marcina obchodzony jest nie tylko w Polsce fotolia.com/ fot. PackShot/ royalty free
11 listopada, nasz Dzień Niepodległości, to w kościele chrześcijańskim także Dzień Świętego Marcina. W Polsce jest on obchodzony w szczególny sposób. W Poznaniu można skosztować pysznych rogali oraz podziwiać paradę ze św. Marcinem na czele, który przejeżdża przez centrum miasta na białym koniu. W Holandii jest to również ważna data: Sint-Maarten można uznać za odpowiednik amerykańskiego Halloween, jednak w nieco skromniejszym wydaniu. Czego powinniśmy się spodziewać tego dnia?

Sint-Maarten – wieczór lampionów

Na 11 listopada najlepiej przygotować zapas słodyczy, bo z pewnością będą przydatne. Chyba że mamy dzieci, wtedy sami przyniesiemy do domu górę słodkości...

Gdy zapada zmierzch, pociechy wyciągają przygotowane przez siebie lampiony i pod opieką dorosłych wyruszają na obchód po swojej okolicy, pukają do różnych drzwi i śpiewają domownikom pieśni świętomarcińskie (Sint-Maarten Liedjes). W zamian oczekują słodyczy. Czyli prawie jak w Halloween, ale bez przebieranek i zawyżania średniej wieku – dorośli biorą udział w zabawie tylko jako opiekunowie.

Tradycyjne świętomarcińskie lampiony wykonuje się z wydrążonego buraka cukrowego, jednak niestety są one obecnie coraz rzadszym widokiem – warzywo ustępuje miejsca łatwiejszemu w obróbce papierowi.

Historia święta

Tradycja tego uroczego święta sięga dawnych czasów, kiedy to najbiedniejsi chodzili od gospodarstwa do gospodarstwa, aby zebrać zapasy jedzenia na zimę. Gest dzielenia się z najbardziej potrzebującymi wywodzi się z przypowieści o świętym Marcinie, rzymskim legioniście, który oddał żebrakowi – w rzeczywistości Chrystusowi w przebraniu – połowę swojego płaszcza.

Na początku XVII wieku w Amsterdamie 11 listopada z okazji święta na jeziorze IJ organizowano wielkie wyścigi, w których udział brało 400-500 łódek, żaglówek i stateczków.

Jeszcze na początku XX wieku chodzenie od drzwi do drzwi i śpiewanie pieśni kojarzyło się zamożniejszym Holendrom negatywnie i nie wypuszczali z domu swoich dzieci, ponieważ uważali, że jest to zabawa dla biedoty. Na szczęście z biegiem czasu podejście to uległo zmianie i Sint-Maarten jest dziś miłą tradycją, która nie wzbudza takich kontrowersji jak Sinterklaas i nie jest tak huczna jak Halloween.
Reklama
Gość
Wyślij
Dodaj zdjęcie
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Tylko zalogowani użytkownicy mogą w pełni korzystać z portalu Rejestracja jest darmowa i trwa mniej niż minutę
lub dołącz przez
Facebook

Bliżej nas