Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Holenderska bezpośredniość i jej kilkusetletnia historia Kultura
MN/Anna Soroko 17 lutego 2018
13:40

Holenderska bezpośredniość i jej kilkusetletnia historia

Skomentuj
Holendrzy nie są niemili, po prostu w inny sposób niż my wyrażają swoje zdanie fotolia.com/ fot. Peter de Kievith/ royalty free
Bezpośredniość jest charakterystyczną cechą Holendrów. Mają oni pełną świadomość tego, że mogą powiedzieć co chcą, komu chcą i kiedy chcą. Lubią oni też każdy problem dokładnie i szczegółowo omawiać, co sprawia, że kiedy rozmawiają z obcokrajowcem, sprawiają wrażenie aroganckich, męczących gaduł. Ale takie podejście do rozmów nie wzięło się znikąd. Bezpośredniość jest cechą głęboko w Holendrach zakorzenioną, sięgającą aż do XVI wieku.

Nowa religia

Mimo że współcześnie niewielka część niderlandzkiego społeczeństwa przyznaje się do zażyłych związków z jakąkolwiek religią, bycie bezpośrednim i nieowijanie w bawełnę wywodzi się właśnie z tradycji religijnych.

Po powstaniu w XVI wieku ruchu reformacji, kalwinizm szybko znalazł podatny grunt we Francji, Szkocji i Niderlandach. Królestwo holenderskie było w latach 1556–1581 pod władaniem katolickiej Hiszpanii, dlatego gdy książę Wilhelm Orański, założyciel królewskiego rodu Oranje, który panuje do dziś, zmienił wyznanie na kalwinizm, cały kraj chętnie zwrócił się ku nowej religii. Katolicyzm był wówczas kojarzony z hiszpańską tyranią, przez co kalwinizm wpłynął bardzo silnie na cały naród, czego efekty widać do dziś.

Samokrytyka, całkowita szczerość i uczciwość, trzeźwość, odrzucenie rzeczy przyjemnych i uciechy z bogactwa były nowymi wytycznymi, którymi kierowało się holenderskie społeczeństwo. I po części jest tak do dziś.

Zdolność omawiania

Tego typu prostota jest już tak zakorzeniona w kraju i jego mieszkańcach, że istnieje nawet osobne niderlandzkie słówko bespreekbaarheid, co przetłumaczyć można mniej więcej jako zdolność omawiania. Oznacza ono, że można, a nawet powinno mówić się wszystko, a także powinno mówić się o wszystkim – nie ma czegoś takiego, jak temat tabu.

Dlatego też, jeśli wyjdzie się wieczorem do pubu albo posłucha rozmów w pociągu, autobusie, czy tramwaju, można usłyszeć o wszystkim, co trapi i co nie podoba się Holendrom. Nikt tam nie ścisza głosu, kiedy ma zamiar powiedzieć rzecz kontrowersyjną lub taką, która mogłaby urazić przypadkowego słuchacza. Holender powie to, co myśli i nie będzie przy tym zastanawiał się nad uczuciami innych.

Życie bez zasłon

Bezpośredniość idzie w życiu holendrów w parze z ideą przejrzystego, transparentnego życia. Przyjeżdżając do Holandii, bardzo szybko zauważa się charakterystyczne, duże i pozbawione zasłon okna, także na parterze i pierwszych piętrach. Przechodzień może praktycznie prosto z ulicy zajrzeć komuś do domu i zobaczyć, co ten ktoś właśnie robi.

Nie oznacza to, że Holendrzy są narodem ekshibicjonistów. Jest to kolejna rzecz wypływająca z religii kalwińskiej – okazują oni w ten sposób, że nie mają nic do ukrycia. Koncept prywatności rozumieją oni kompletnie inaczej niż np. my, Polacy.
Reklama

Tematy tabu

Mimo całej otwartości i chęci omawiania wszystkiego, żadnego tematu nie uznając za nieodpowiedni, oraz mimo posiadania zdania na niemal każdy temat, istnieją mimo wszystko w holenderskim społeczeństwie rzeczy, o których się z zasady nie rozmawia.

Eutanazja, aborcja, homoseksualizm czy narkotyki mogą być swobodnie omawiane z każdym przy porannej kawie, tak raczej nie uda nam się porozmawiać w Holendrem na temat jego zarobków. Zgodnie z kalwińską zasadą nie cszukania uciech w bogactwie, nie rozmawia się o tym, ile się zarabia lub jakie stawki mają znajomi. Tak samo z luksusami. Jeśli ktoś ma piękny dom, wszyscy będą woleli to przemilczeć. Zakup nowego samochodu z pewnością zostanie zauważony, ale raczej nigdy nie będzie otwarcie dyskutowany.

W rozmowie z obcokrajowcami Holendrzy często nie zdają sobie sprawy ze swej kulturowej inności. To, co my odbieramy jako aroganckie, niemiłe, a nawet obraźliwe, dla niderlandzkiego społeczeństwa jest najzwyklejszym w świecie wyrażaniem własnego zdania. Jeśli decydujemy się w Holandii zamieszkać, będziemy musieli się z tym po prostu pogodzić.
Gość
Wyślij
Dodaj zdjęcie
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych

Bliżej nas