Holender w Polsce: „Polacy z trudem akceptują otwartą dyskusję” [ROZMOWA] Wywiad
Karolina Sobczak 12 maja 2018
08:00

Holender w Polsce: „Polacy z trudem akceptują otwartą dyskusję” [ROZMOWA]

5
Skomentuj
Nasz rozmówca, Diederik, od dwóch lat mieszka w Polsce. fot. Karolina Sobczak
Polacy wpisali się w krajobraz Holandii za sprawą dużej emigracji. A jak Polska wygląda z perspektywy Holendra? Aby się tego dowiedzieć, zapoznajcie się z bohaterem naszego wywiadu. Diederik przybliży nam życie na emigracji w Polsce, opowie o różnicach kulturowych, o problemach z językiem polskim i trochę o nas samych.
Diederik urodził się w małym miasteczku 's-Gravenzande, które znajduje się w gminie Westland w prowincji Zuid-Holland. Całe życie spędził w Holandii, a od prawie dwóch lat mieszka w Polsce. Postanowił przeprowadzić się za namową swojej dziewczyny, która jest Polką. Mieszka w Gdańsku, tu znalazł pracę i poznał nowych przyjaciół. Czasami tęskni za Holandią, ale na szczęście, ze względu na dobre połączenie lotnicze, może odwiedzić swój kraj w każdej chwili.
Karolina Sobczak, Moja Niderlandia: Diederiku, przez całe życie mieszkałeś w Holandii. Jak to się stało, że od dwóch lat przebywasz w Gdańsku?
Diederik: Gdy mieszkałem w Holandii, poznałem moją obecną dziewczynę. Obydwoje szukaliśmy dobrej pracy przez prawie półtora roku. Moja dziewczyna zaczęła rozglądać się za zatrudnieniem dla mnie w jej rodzinnym Gdańsku, ponieważ okazało się, że jest zapotrzebowanie na pracowników mówiących po niderlandzku. Gdybym był sam, z pewnością nie przyszłoby mi do głowy, aby szukać pracy w Polsce, ponieważ nie jest to w świadomości Holendrów kraj, do którego chętnie imigrują. Przeprowadzenie się do Polski było dla mnie bardzo łatwe z tego powodu, że mieliśmy uzgodnione miejsce zamieszkania i warunki pracy. Nie jechaliśmy w ciemno. Zmiana kraju mentalnie była o wiele trudniejsza, ponieważ opuściłem swój kraj i ludzi, z którymi spędziłem większość życia.

Kolejny stereotyp: jeżdżą do pracy białymi busami o świcie, a wracają w nocy, zawsze pijani. Jednak w ciągu kilku lat ten sposób myślenia uległ zmianie – teraz patrzy się na nich jak na ciężko pracujących ludzi, którzy nikomu nie przeszkadzają.

Widok na 's-Gravenzande, z którego pochodzi Diedrick.
Widok na 's-Gravenzande, z którego pochodzi Diedrick. Flickr.com/Attribution-NoDerivs 2.0 Generic (CC BY-ND 2.0)/De 's-Gravenzander
Byłeś wcześniej w Polsce?
Można powiedzieć, że po raz pierwszy byłem w Polsce bardzo krótko (śmiech). Kilka lat temu jechałem ze znajomymi samochodem do Czech na festiwal, więc musieliśmy przejechać krótki odcinek na terenie Polski. Pamiętam, że żartowaliśmy z jakości dróg – były pełne dziur, jechaliśmy przez małe wsie, które nie miały odpowiedniej infrastruktury do jazdy samochodem i na dodatek wydawały się bezludne. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski, nagle jakość drogi zmieniła się na idealnie płaskie bez dziur. Śmieliśmy się, że droga przez Polskę jest trudna, ale za to wyjazd łatwy.

Drugi raz byłem w Polsce przy okazji odwiedzenia rodzinnego miasta mojej dziewczyny – Gdańska. Przyjechałem na kilka dni i muszę przyznać, że spodobało mi się to miejsce. Zwiedziłem dużą część miasta, także Trójmiejski Park Narodowy i okolice Starego Miasta. I oczywiście poznałem znajomych mojej dziewczyny, którzy byli bardzo mile nastawieni. W ten sposób spędziłem kilka dni w Gdańsku.
Jakie było twoje wyobrażenie o tym kraju i jego mieszkańcach?
Wcześniej nie wiedziałem wiele na temat Polski, ponieważ w mediach holenderskich rzadko się o niej słyszy. Kojarzę jedynie, że w moim kraju jest wielu pracowników sezonowych z Polski i polskie sklepy. Kiedyś powstało parę stereotypów na ich temat, np. że pokonują długie dystanse, zamiast korzystać z roweru lub transportu publicznego, co wygląda nietypowo, ponieważ Holendrzy nie chodzą na piechotę kilka kilometrów. Kolejny stereotyp: jeżdżą do pracy białymi busami o świcie, a wracają w nocy, zawsze pijani. Jednak w ciągu kilku lat ten sposób myślenia uległ zmianie – teraz patrzy się na nich jak na ciężko pracujących ludzi, którzy nikomu nie przeszkadzają. Wyobrażałem sobie Polskę jako nierozwinięty kraj postkomunistyczny, chyba dlatego że polscy robotnicy w Holandii żyją w mało nowoczesny sposób, inny niż tubylcy.
Reklama
Jesteś w Polsce już prawie dwa lata, więc jest to wystarczający okres, aby zauważyć różnice kulturowe. Powiedz, proszę, o naszych wadach i zaletach, jakie rzeczy i cechy podobają się w Polsce i Polakach? Które elementy są trudne do zaakceptowania i należy je zmienić?
Pierwsza rzecz, jaką zauważyłem – kiedy idę na piwo z dziewczyną i naszymi znajomymi, Polacy kupują je tylko dla siebie i czują się zażenowani, jeśli ktoś im funduje napój. W Holandii, jeśli spotykasz się ze znajomymi, wszyscy kupują sobie nawzajem piwo. Jak wychodzisz z dużą grupą, wtedy ta wymiana nie ma sensu, ale jeśli jest to mała grupa dobrych znajomych, wtedy każdy po kolei kupuje trunek dla reszty. Jeśli nie zdążysz odwzajemnić przysługi tego samego wieczoru, można też zafundować znajomemu piwo następnym razem. Zauważyłem, że Polacy czują się niekomfortowo, kiedy próbuję stosować tą zasadę.
Myślę, że Polacy trzymają większy dystans na początku, nikt nie zagaduje: „jak leci?”, a pytania dotyczące życia padają, jak już się kogoś lepiej pozna – wtedy Polacy zaczynają się otwierać. Dla porównania, łatwiej jest złapać kontakt z Holendrem, ale jednak trudniej się z nim zaprzyjaźnić.

Zauważyłem, że Polacy są bardzo niecierpliwi w miejscach publicznych. Kiedy czekam na autobus, osoby stojące przy wejściu nie pozwalają ludziom wyjść, tylko pchają się do środka. Tak samo w sytuacji, kiedy idę do sklepu – stanie w kolejce i trzymanie dystansu z kimś, kto stoi przede mną, jest naturalne. Jednak jeśli odsunę się pół metra od osoby, która jest obsługiwana, to od razu ktoś stanie tuż przede mną bez pytania! Ta sytuacja powtarza się zarówno w sklepach, jak i aptekach.

Pozytywną rzeczą, którą tu zaobserwowałem, są sklepy otwarte 24 godziny na dobę i stacje benzynowe na autostradach. W Holandii chyba tylko w Amsterdamie można coś kupić po północy.

Polacy są zainteresowani obcokrajowcami. Przy każdym spotkaniu zadają mnóstwo pytań, co jest dobre, bo łatwo można zacząć rozmowę.

Na początku nie zdawałem sobie sprawy, że Polska to tak duży kraj. Plusem jest zróżnicowanie terenu, a minusem fakt, że wszędzie daleko. Jak chcesz pojechać z Gdańska do Krakowa, to musisz pokonać 600 kilometrów. Jeśli miałbym przejechać ten sam dystans z mojego miasteczka w Holandii, to odwiedziłbym już cztery kraje (śmiech).

Kolejny pozytywny element, jaki zauważyłem, to fakt, że Polacy są zainteresowani obcokrajowcami. Przy każdym spotkaniu zadają mnóstwo pytań, co jest dobre, bo łatwo można zacząć rozmowę. Jednak po dłuższym czasie te same pytania mogą być męczące.

Polska jest ciekawym krajem, jeśli chodzi o jedzenie, szkoda jednak, że gusta kulinarne tak mało ewoluują. Mam wrażenie – ale jest to moje osobiste odczucie – że Polacy nie eksperymentują w kuchni, jedząc głównie tradycyjne potrawy. Radziłbym używać więcej wyobraźni przy gotowaniu! Jest wiele równie ciekawych tradycji kulinarnych do odkrycia poza polską kuchnią.
Plaża w 's-Gravenzande.
Plaża w 's-Gravenzande. Flickr.com/Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)/tjabeljan
Jak dajesz sobie radę w życiu codziennym z barierą językową?
Staram się komunikować po angielsku i zazwyczaj mi się to udaje. Nie mówię po polsku, pomijając kilka krótkich zwrotów, ponieważ jest on bardzo trudny do przyswojenia. Niestety nie jestem typem osoby, której z łatwością przychodzi nauka języków. Na początku język polski wydawał się głośny i kłótliwy w brzmieniu, ale po jakimś czasie zacząłem rozpoznawać niektóre dźwięki i po prostu przyzwyczaiłem się.

Większość Polaków mówi po angielsku lepiej niż im się wydaje. Szczególnie, kiedy wypiją parę piw, to wtedy nagle język sam im się rozluźnia. Zaobserwowałem, że bardziej boją się być oceniani przez innych Polaków, a nie obcokrajowców.

Jak oceniasz znajomość języka angielskiego u Polaków?
Większość Polaków mówi po angielsku lepiej niż im się wydaje. Szczególnie, kiedy wypiją parę piw, to wtedy nagle język sam im się rozluźnia. Zaobserwowałem, że bardziej boją się być oceniani przez innych Polaków, a nie obcokrajowców. Zdarzyło mi się w Polsce kilka dziwnych sytuacji z tym związanych, na przykład: znajomy mojej dziewczyny jako jedyny w towarzystwie nie mówił po angielsku, dopóki reszta towarzystwa nie zostawiła nas samych. Wtedy okazało się, że dzięki temu, że nikt z Polaków go nie oceniał, zaczął mówić całkiem nieźle po angielsku.

Kolejna historia zdarzyła się w Warszawie – wraz z moją dziewczyną poszliśmy na piwo. Jak się na miejscu okazało, wraz z barmanem byliśmy jedynymi osobami w klubie. Rozmowa przebiegała w ten sposób, że moja dziewczyna rozmawiała z pracownikiem baru i tłumaczyła mi całą konwersację na angielski. Kiedy wychodziła do toalety, zostawiając nas samych... barman rozmawiał ze mną komunikatywnie po angielsku. Jak siedzieliśmy we trójkę, to ona musiała tłumaczyć, bo nie wykazywał chęci do mówienia po angielsku. Nigdy nie zapomnę ten miny, jak się dowiedziała, że to przez jej obecność barman wstydził się mówić po angielsku!
Czy są jakieś rzeczy, które robisz w Polsce, a nie robiłeś ich w Holandii?
Jem pączki w Tłusty Czwartek! Od kiedy jestem w Polsce, świętuję też Wielkanoc, czego nie robiłem w Holandii. Częściej jem na mieście i korzystam z taksówek, wcześniej nie mogłem sobie na to pozwolić. Te rzeczy są dosyć drogie w Holandii, dlatego Holendrzy rzadko chodzą do restauracji. Uważam, że mój kraj jest za drogi dla wielu ludzi.
Jak bardzo zmieniło się twoje życie codzienne w Polsce? Przeniosłeś się przecież nie tylko do innego kraju, ale również ośrodka – z małego miasteczka niedaleko Hagi do Trójmiasta.
Mieszkam w większym mieście, więc daje mi to nowe możliwości, na przykład mogę wychodzić na koncerty do klubów, które są w pobliżu. Wcześniej, jak chciałem uczestniczyć w jakimś wydarzeniu, to musiałem jechać ponad godzinę do najbliższego miasta, a więc Hagi czy Rotterdamu. Ponieważ Trójmiasto daje mi więcej możliwości, to regularnie z nich korzystam: chodzę do muzeów, byłem także w gdańskim ZOO, uczęszczam na koncerty. Jak wiadomo, życie w metropolii jest szybsze, jest tu głośniej, więcej ludzi. Na szczęście mieszkam w spokojnej okolicy, z balkonu mam widok na las, a jednocześnie jest blisko do centrum.

Jeśli chodzi o zachowanie, to brakuje mi grzecznego traktowania innych, ale również otwartego rozmawiania na tematy społeczne, które z jakiegoś powodu są w Polsce tabu, typu eutanazja, aborcja itd.

Czy jakieś inne miejsce w Polsce poza Gdańskiem zrobiło na tobie wrażenie?
Podoba mi się Półwysep Helski, jest to piękne miejsce pełne ciekawej przyrody, wydm, lasów i morza. Ten kraj ma do zaoferowania bardzo zróżnicowaną przyrodę, ale trzeba mieć czas na zwiedzanie i dojazd. Dla porównania, Holandia jest małym krajem z równie ciekawymi miejscami, ale są one proporcjonalnie mniejsze. Za to nie trzeba spędzać w pociągu dziewięciu godzin, aby zobaczyć coś nowego. Chyba muszę zacząć zwiedzać inne części Polski (śmiech).
Jakich rzeczy lub zwyczajów brakuje ci, od kiedy mieszkasz w Polsce?
Nie odczuwam braku żadnych holenderskich tradycji, ponieważ większość z nich jest oparta na religii i często przeznaczona dla dzieci. Oczywiście odczuwam deficyt holenderskiego jedzenia, które nie jest tu dotępne, na przykład: kip sate, przekąsek z snackbaru. W Holandii jest też większy wybór przetworów mlecznych. Jeśli chodzi o zachowanie, to brakuje mi grzecznego traktowania innych, ale również otwartego rozmawiania na tematy społeczne, które z jakiegoś powodu są w Polsce tabu, typu eutanazja, aborcja itd. Wiem, że są osoby, które starają się oswoić te trudne kwestie, ale nadal Polacy z trudem akceptują otwartą dyskusję.
Chcesz podzielić się z nami swoją emigracyjną historią w Holandii? Napisz na redakcja@mojaniderlandia.pl
Gość
Wyślij
Dodaj zdjęcie
Komentarze:
Od najnowszych
Od najstarszych
Od najnowszych
Anna1
Anna1 14-05-2018 17:58

Dokładnie. Restauracje są pełne cały czas. Mam chłopaka holendra i chodzimy bardzo często do restauracji także co do tego że Holendrzy rzadko chodzą się nie zgadzam

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Pati2018
Pati2018 13-05-2018 12:27

90% prawdy. Sate kip ? Kawalki kurczaka w sosie orzechowym znajdzie tez w PL. Szkoda ze o Turkach w Holandii sie nie wypowiedzial i mam na mysli turkow nie maroko, surinam i reszte. Oni psuja opinie o Holandii. A reszta to tak jak ten pan opisal.

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Krzysztof Neumann
Krzysztof Neumann 13-05-2018 00:59

Stereotypy o Hollendrach tez są różne,co kraj to obyczaj. Holandia nie jest tez tak otwartym i tolerancyjnym krajem jak się niektórym wydaje.... Wiele rzeczy jest robionych na pokaz, przy bliższym poznaniu traci na wartości.Holendrzy w wielu codziennych czynnościach zachowują się sztucznie,z przyklejonym uśmiechem do twarzy,nie są szczerzy,punktualni ani słowni.... Zachowują się chamsko,często można odczuć zachowania bliższe nazistowskim niż w cywilizowanym świecie. Generalnie ujmując Polska jest bardziej otwartym krajem niż Holandia, mówię to z perspektywy czasu,ponieważ mieszkam juz 3 rok w tym kraju i bardzo zastanawiam się nad powrotem.....

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Jarek Marciniec
Jarek Marciniec 13-05-2018 00:28

Siedzą sami emeryci i to przy kawie albo herbacie pół dnia , ewentualnie frytki, w barach piwo sączom cały wieczór bo szkoda kasy taka prawda

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Rabosekaki
Rabosekaki 12-05-2018 12:18

No faktycznie, jak temu panu brakuje kip sate,to az sie boje pomyslec ,czego jeszcze.Nie moge sie zgodzic z tym ,ze Holendrzy malo chodza do restauracji,widze cos odmiennego na ulicach.Kazda knajpka zapchana na full, kazdy taras rowniez,moze tego pana tak poprostu stac nie bylo mieszkajac w Holandii? Co do reszty to sie zgodze.

Odpowiedz
Zgłoś komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą w pełni korzystać z portalu Rejestracja jest darmowa i trwa mniej niż minutę
lub dołącz przez
Facebook

Bliżej nas